Głośno o tym w mediach każdego formatu, od gazet poprzez radio, telewizję i na internecie skończywszy. Chyba łatwo się domyślić o czym piszę, a jeśli nie to chodzi mi o głośne przecieki testów gimnazjalnych. Sprawa przecieków pojawia się od już wielu lat i dotyczy chyba wszystkich możliwych testów – gimnazjalnych, maturalnych, zawodowych… Najgorsze jest jednak to, że z roku na rok przyjmuje to, co raz większą skale może nie tyle, co w samym przecieku, ale nagłośnianiu tej sprawy. Nie mam zamiaru twierdzić, że przecieku nie ma, bo jest to nie możliwe – znajomy z drukarni, kurier, czy też pracownik komisji egzaminacyjnej. Sposób „dystrybucji” testów jest tak rozległy, że jest wiele luk, przez które może coś gdzieś wyciec.

Najgorsze jest to całe zamieszanie, które robią media głośno mówiąc o przeciekach, co motywuje wszystkich zainteresowanych do poszukiwań owych cennych informacji. Niestety sprawę wykorzystują inni i publikują miliony linków do różnych stron niby z testami, a w rzeczywistości linki prowadzą do kont gier on-line, gdzie użytkownik za każde wejście  dostaje dodatkowe punkty w grze, albo do zupełnie innych plików niż opisywane testy. W wielu przypadkach w pobieranych archiwach z pobieranymi testami znajduję się mega bomba złośliwego oprogramowania, które na pewno uprzykrzy dalsze korzystanie z komputera.

Jak na razie w naszym kraju jest tak, że uczciwy dwa razy traci, ale warto trochę się pouczyć, bo nie sztuką jest skończyć szkołę o profilu matematyczno – informatycznym i wyjść z niej z wiedzą jak po kursie sekretarki, aby docelowo zostać sprzedawcą w markecie lub fryzjerką…